Witamina D - tylko moda, czy superbohater?

Czy Wy też macie takie wrażenie, że nastało istne szaleństwo na witaminę D? Kupujemy ją dla niemowląt, dzieci, dorosłych i dziadków. Preparaty zawierające cholekalcyferol przebiły popularnością nawet preparaty magnezu. My Polacy, mieszkający w północno-wschodniej Europie „taki mamy klimat”, że nie produkujemy wystarczającej ilości witaminy D. Na niedobór tej cennej witaminy cierpi 80% Polaków. A tymczasem deficyt witaminy D prawdopodobnie jest czynnikiem ryzyka rozwoju nowotworów, cukrzycy, chorób związanych z układem sercowo-naczyniowym, chorób autoimmunologicznych, osteoporozy, osteomalacji, chorób neurologicznych i psychicznych. Receptory cholekacyferolu znajdują się w mózgu, stąd jego wykorzystanie w profilaktyce choroby Alzheimera i demencji starczej. Antyproliferacyjne działanie sugeruje działanie przeciwnowotworowe i wykorzystanie w terapii przeciwłuszczycowej. Witamina D ma również wzmacniać układ odpornościowy i zmniejszać zapadalność na infekcje. O tych wszystkich właściwościach zrobiło się ostatnio bardzo głośno. Nie ma konferencji naukowej, podczas której człowiek nie wychodziłby z głową pełną informacji o zaskakujących właściwości tej witaminy i z wytycznymi odnośnie jej dawkowania. Każdy chce być zdrowy, dlatego moda na cholekalcyferol dotknęła również mnie i moich znajomych. Kupuję witaminę rodzinie, polecam znajomym, rozmawiamy o niej w pracy. Czy nie przesadzamy? Czy nie zrzucamy na tą biedną witaminę całego zła tego świata?

Jesteśmy zmęczeni i nie lubimy poniedziałków nie dlatego, że weekend był intensywny, ale dlatego, że brakuje nam witaminy D. Często chorujemy, nie dlatego, że jemy nieregularnie i szybko, tylko brakuje nam witaminy D. Rośnie ciśnienie i cukier skacze we krwi nie dlatego, że się nie ruszamy i jemy słodycze, ale brakuje nam witaminy D. Wiecznie narzekamy nie dlatego, że jesteśmy takim narodem, że zazwyczaj widzimy szklankę do połowy pustą, tylko po prostu brakuje nam witaminy D! Wszystko przez ten nieszczęsny niedobór. A najgorzej jest zimą, kiedy promieni słonecznych jak na lekarstwo, i naturalnej syntezy cholekalcyferolu nie ma. A nawet jak jakimś cudem pojawi się słońce, to akurat jesteśmy w pracy i nici z nadziei na lepszą przyszłość…

Przecież suplementacja witaminy D przyniesie nam nie tylko wzrost odporności i zniesienie zmęczenia. Spodziewamy się zaskakujących efektów, pomyślmy logicznie – więcej energii, to lepsza wydajność, lepsza kreatywność, lepsze wyniki w pracy i w szkole. Lepsze wyniki w pracy, to szef zadowolony, to i może podwyżkę da. Lepiej zarabiamy, firma dla której pracujemy lepiej się rozwija, rośnie roczne PKB i Polska staje się prawdziwą „zieloną wyspą” na mapie Europy! Ale nie tylko staniemy się finansową potęgą, czeka nas jeszcze duchowa przemiana. Witamina D sprawi, że staniemy się bardziej uśmiechnięci, pozytywni, ulice zakwitną, a ludzie będą sobie nawzajem pomagać. Kto wie, może będzie mniej rozwodów, a więcej dzieci się będzie rodziło, mamy doskonałe rozwiązanie na wszelkie kryzysy społeczne. Już nie będzie programów typu 500 zł na każde dziecko, będzie 500 zł na witaminę D! Dla każdego, w każdej ilości i o każdej porze. Ups, chyba mnie trochę poniosło…

Jeśli już znane nam są powody, dlaczego oczywistym jest, że witaminę D nie tylko powinno się, ale NALEŻY suplementować, to powiedzmy sobie w jakiej dawce. Odpowiedź jest prosta – w jak największej! „1000 j.m? Chyba Pani magister żartuje! Takiej dawki, to ja nawet nie poczuję”. Pacjenci coraz częściej wybierają dawki 4000 j.m. i to najlepiej do przyjmowania 2 razy dziennie, a co! Albo krople i zamiast 1-2 dawek przyjąć 10, bo sąsiadka lub gazeta tak rekomendowała. No tak, pacjenci wiedzą najlepiej… Powiem więcej, nie tak dawno koleżanka po fachu przyznała mi się, że z systematycznością to u niej krucho. Bierze cholekalcyferol 2 razy w tygodniu, ale wtedy po 40 kropli naraz (dawka 20 000 j.m. w 1 ml)! Włos mi się zjeżył na głowie… Jak my mamy być dla pacjentów drogowskazem, jak sami nie znamy umiaru?

Wszyscy chcemy być zdrowi, to oczywiste, dlatego sama biorę i rekomenduję witaminę D. Ale jaka niezbędna jest w tych rekomendacjach nasza rola! Przecież witamina D wpływa na gospodarkę wapniowo-fosforanową. Zwiększa wchłanianie wapnia zarówno w przewodzie pokarmowym, jaki i w obrębie nerek. Przedawkowanie jej może przyczyniać się do hiperkalcemii, co szczególnie mogą odczuć nasze nerki. Szczególnie narażone są osoby, które równocześnie przyjmują diuretyki tiazydowe (np. hydrochlorotiazyd), które też zatrzymują wapń w organizmie.

Wytyczne dla mieszkańców Europy Środkowej sporządzone przez grupę polskich ekspertów w 2013 r. zalecają stosowanie profilaktycznie witaminy D od września do kwietnia, a gdy ekspozycja na słońce jest mała, również w miesiącach letnich. Dla dzieci i młodzieży 1-18 rż maksymalna dawka wynosi 1000 j.m. a dla dorosłych i osób starszych 2000 j.m. [1]. I koniec kropka. Większe dawki mogą brać osoby z grupy ryzyka, najlepiej po wcześniejszej analizie 25(OH)D we krwi i pod kontrolą lekarza. Należą do nich osoby z osteoporozą, krzywicą, zaburzoną gospodarką wapniowo-fosforanową, otyłe (BMI>30 kg/m2), długotrwale stosujące sterydy, leki przeciwpadaczkowe, czy diety eliminacyjne (np. przy nietolerancji laktozy), pacjenci cierpiący na niewydolność wątroby, nerek, choroby autoimmunologiczne, nowotworowe, alergologiczne, czy nadciśnienie. Badanie 25(OH)D nie jest tanie, kosztuje ok. 100 zł, ale da rzetelną odpowiedź na pytanie, jak wysoki jest deficyt cholekalcyferolu. Po 3 miesiącach suplementacji wysokimi dawkami witaminy D, takie badanie powinno zostać powtórzone w celu kontroli efektów [2].

Metaanaliza przeprowadzona w 2013 r. wykazała, że długotrwała suplementacja witaminy D przez okres powyżej 3 lat zmniejsza śmiertelność. Redukcja była bardziej widoczna w grupie kobiet, u pacjentów poniżej 80 rż i podczas podawania właśnie niższych dawek [3]. Czy wierzę w lecznicze działanie witaminy D? Tak wierzę, ale w rozsądnych ilościach. Dla mnie optymalną dawką jest 1000 j.m. do systematycznego stosowania przez całą rodzinę: dzieci od 1 rż. i rodziców. Osobom starszym, zabieganym dorosłym polecam stosowanie 2000 j.m. Takie dawki są uznawane za bezpieczne, bardzo rzadko występują działania niepożądane i nie ma ryzyka przedawkowania. Monitorowanie leczenia takimi dawkami nie jest konieczne, chyba że pacjent należy do grupy ryzyka, gdzie deficyt może być większy. Ja osobiście lubię preparat Bobik D1000, bo zawiera skoncentrowaną dawkę witaminy D. Wystarczy jedno psiknięcie rano do śniadania, aby przez resztę dnia mieć poczucie spełnionego obowiązku. W dawkowaniu pomaga wygodna pompka, a bazą kropli jest oliwa z oliwek, dzięki czemu są one bezwonne i neutralny mają smak, co docenią zwłaszcza dzieci i osoby starsze. Opakowanie zawiera 200 dawek, to łatwo policzyć, ze dzienna ochrona zdrowia kosztuje mnie ok. 15 groszy, tak to można pracować ;)

Zespół farmacja.net pod red. mgr farm. Michała Pstrągowskiego

Literatura:
1. Płudowski P, i wsp. Witamina D: Rekomendacje dawkowania w populacji osób zdrowych oraz w grupach ryzyka deficytów - wytyczne dla Europy Środkowej 2013.
2. Wesół-Kucharska D, Kiążyk J. Klinika Pediatrii i Żywienia Instytutu „Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka” w Warszawie. Jak diagnozować i leczyć niedobór witaminy D? Medycyna Praktyczna.Reumatologia.2014.
3. Zheng Y et al. Meta-analisis of long-term vitamin D suplementation on overall mortality. PLoS One, 2013; 8 (12): 82 109.

Zaloguj się