Magister farmacji
Sylwia Ziółkowska
Offline

Telefon, który ogłuchł

Z byłego ministra zdrowia to był prawdziwy Agent. Zasypani jego pomysłami na uzdrowienie systemu opieki zdrowotnej, wciąż nie możemy się zdecydować, który z nich był najtrafniejszy. Z oparów nicości i zagubienia powstała bowiem pewnego razu Infolinia. Infolinia miała nieść światło i kaganek oświaty w mroczne, pozbawione opieki farmaceutycznej dusze i świecić jasno szczególnie w polu tańszych zamienników. Było jednak, jak było…

Ministerialny telefon, zwany Infolinią rozpoczął swoje działanie 28 marca 2014 roku. Celem infolinii było upowszechnienie wiedzy o możliwości zamiany leków oraz poszerzenie i ułatwienie pacjentom dostępu do fachowej informacji na ten temat. Farmaceuci udzielali porad o możliwości zamiany leków refundowanych przepisanych przez lekarzy na ich tańsze, bezpieczne i skuteczne odpowiedniki. Tyle przynajmniej można było dowiedzieć się z oficjalnych komunikatów serwowanych  w większości portali związanych ze zdrowiem, farmacją i medycyną.

Kto zasiadał za ministerialną słuchawką? Farmaceuci. Stawka godzinowa dla tego (właściwie całkiem przyjemnego) zajęcia była podobno zbliżona do godzinówki pracy na zlecenie w aptece, a nawet mogła ją przewyższać. Farmaceuci nie mogli za to udzielać porad medycznych (i tu może był pies pogrzebany), mieli tylko podawać suche informacje na temat możliwości skorzystania z tańszego odpowiedniku leku, ewentualnie przekonywać o bezpieczeństwie terapii zamiennikami.

Można sobie tylko wyobrazić, jak mozolne było to zadanie. Nie oszukujmy się, większość pacjentów nie czyta ulotek, ba, nie czyta nawet i nie pamięta nazwy stosowanego leku. Pierwszą sprawą musiałoby być skłonienie takiego chorego do zaznajomienia się z własnym lekiem. Drugą- odczytanie z ręcznie pisanej recepty (zakładamy wariant najgorszy) nazwy tegoż specyfiku. Mając na względzie własną rodzinę dyktującą mi przez telefon, cóż też mają zapisane na recepcie, śmiem wątpić w cierpliwość pracowników owej infolinii. I wreszcie, zwrotnie przeliterowanie nowej nazwy zamiennika spragnionemu pacjentowi.  Po czym,  w stacjonarnej aptece okaże się, że ów zamiennik owszem istnieje, ale tylko teoretycznie i nikt go jeszcze na oczy nie widział.

Pomijam przy tym kwestię zaufania do anonimowego pracownika infolinii, który zamienia leki uzyskane od Najwybitniejszego Złociutkiego Profesora Medycyny. Cóż on tam się może znać.

I na końcu, w czym ten magiczny telefon miał przewagę nad informacjami, jakie można uzyskać w każdej aptece, uwaga… za darmo?

Infolinia dotycząca tańszych zamienników leków refundowanych przestała funkcjonować- poinformowało kilka dni temu Ministerstwo Zdrowia w oficjalnym komunikacie na swojej stronie internetowej.  Okazało się nawet, że telefon nie działa już od 1 stycznia. Powodem stało się małe zainteresowanie i niewielki odzew społeczny. Oczami wyobraźni widzę panią Krysię z infolinii, która w głuchej ciszy dzierga kolejny sweterek na drutach w oczekiwaniu na choć jeden telefon. I w końcu: JEST! ZADZWONIŁ!

- Halo?

- Pani Krystyno! Zamykamy biznes! Przenosimy Panią do infolinii Sanofi. Tam się zawsze znajdzie coś do roboty!

Poparli:

Joanna Rozegnał,
Aleksandra Wanat,
Wojciech Ziółkowski,
Maria Magdalena Kowalczuk,
Joanna Ziemska,

Zaloguj się