Magister farmacji
Łukasz Waligórski
Offline
Farmaceuta i dziennikarz. Redaktor naczelny magazyny MGR.FARM i autor tekstów dla magazynów Diabetyk, Zdrowie, Playboy... Członek Naczelnej Rady Aptekarskiej VII kadencji.

Z dziennika FARMACEUTY - Komicznie...

Nie wypada się śmiać z pacjentów ale musicie przyznać, że zdarzają się chwile gdy jest to bardzo trudne. Ilość komicznych sytuacji jakich jesteśmy świadkami w aptece sprawia, że nasz zawód w żadnym razie nie jest nudny. Pacjenci zaskakują nas każdego dnia…

Myślę, że spokojnie można stwierdzić istnienie czegoś, co można nazwać humorem aptekarskim. Podobnie jak w każdym innym zawodzie specjalistycznym stykamy się z sytuacjami, które wywołują uśmiech w zasadzie tylko u pracowników aptek. Sytuacje te wynikają głównie z prób komunikacji między pacjentem a farmaceutą, a więc laikiem i profesjonalistą. Nieznajomość fachowych pojęć i nazw preparatów u tego pierwszego, może dawać komiczny efekt w oczach tego drugiego – szczególnie kiedy pacjent, próbuje powiedzieć więcej niż wie…

Komiczne sytuacje w aptece można podzielić na kilka grup. Zdecydowanie najwięcej rozrywki dostarczają nam pacjenci, którzy z różnych powodów przekręcają nazwy leków. Czasem wystarczy jedna literka, aby zmienić nazwę preparatu w taki sposób, że wywoła on nasz uśmiech. „Czy jest może liść sedesu…” – ilu z nas słyszało już takie pytanie? Słowotwórstwo nie jest pacjentom obce, dzięki czemu niemal codziennie dowiadujemy się o nowych, nieistniejących lekach. Niekiedy musimy wykazać się niemałą wyobraźnią by domyślić się o jaki lek tak naprawdę pacjentowi chodzi… oto przykłady / zagadki – spróbujcie swoich sił:

- Eskimosan
- Awiomaryja
- Anastolec
- Deptosan A
- Głosol
- Domestos półtłusty

Pacjenci dbają o naszą rozrywkę, dlatego dość regularnie fundują nam też kalambury. Bardzo często jedyne co pacjent wie o leku, który chce kupić to pierwsza litera jego nazwy, kształt opakowania i kolor tabletki. Pamiętam sytuację, gdy dobre kilka minut próbowałem odgadnąć o jaką maść na opryszczkę chodzi, zaczynającą się na „R”, zanim wpadłem na „Vratizolin”. W praktyce aptecznej spotyka nas zagadek co nie miara… oto z jakim najczęściej ja się spotykam:

- „Małe, żółte tabletki na pęcherz”
- „Takie stare, brązowe tabletki do ssania na gardło o smaku koli”.
- „Czerwone fasolki na drogi moczowe”
- „Balsam do ust w czerwonym pudełku”
- „Fioletowe kryształki w tabletkach”
- „Tabletki na alergię z pszczółką”
- „Maść ze żmii”
- „Magnez z dziadkiem na pudełku”
- „Małe, zielone tabletki na zatoki”

Takie przykłady można by mnożyć dziesiątkami. Czasem aby odgadnąć nazwę preparatu, o który chodzi pacjentowi potrzeba pracy zespołowej i pomocy innych pacjentów. Często logikę trzeba odstawić na bok, aby dostrzec skojarzenia jakimi kieruje się nasz rozmówca. Skojarzenia, na które przy swoim stanie wiedzy nigdy byśmy nie wpadli. W większości przypadków jednak ostatecznie się udaje i pacjent wychodzi z apteki zadowolony. My z kolei możemy dołożyć kolejną anegdotę, którą będziemy mogli zabłysnąć podczas kolejnego spotkania ze znajomymi farmaceutami.

Jeśli jesteście w stanie rozszyfrować wszystkie powyższe kalambury to oznacza, że jesteście rasowymi farmaceutami i osiągnęliście poziom zaawansowany w komunikacji z pacjentem porównywalny z umiejętnością czytania w myślach.

Poparli:

Łukasz Izbicki,
Krzysztof Kałęcki,
Dorota Bojdo,
Magdalena Mroczek,
Michał Pstrągowski,
Justyna Steinbrich,
Emilia Krupa,
Katarzyna Pawlaczyk,
Karolina Bogacz,
Joanna Winkowska,
Łukasz Kowalik,
Anna Kuczera,
Agnieszka Skrzetuszewska,
Agnieszka Komenda,

Zaloguj się